Wypaczone pojęcie edukacji seksualnej
Ostatnio przyniosłam z piwnicy część moich książek i podręczników z okresu studiów, szukając informacji i czegoś, co mnie zaciekawi. Uwagę szczególną przykuł artykuł Doroty Kornas-Biela "Historyczny kontekst rozwoju edukacji seksualnej i jej konsekwencje" w półroczniku "Studia nad rodziną" – wydawnictwo UKSW. Czasopismo to nabywałam jeszcze w trakcie studiów w Instytucie Studiów nad Rodziną. Tego artykułu nie sposób pominąć. Nie wstawię go w całości, bowiem jest zbyt obszerny, zacytuję jedynie wybrane kwestie.
"W tej sytuacji nasuwa się pytanie – co takiego stało się, iż przez wieki ludzkość wiedziała w jaki sposób korzystać ze swojej płciowości(…), natomiast pod koniec drugiego tysiąclecia naszej ery nastapiła dziwnie nagląca konieczność wieloletniego angażowania całego systemu oświatowo – wychowawczego, aby przygotować młodego człowieka do rozpoznania potrzeb i obowiązków wynikających z własnej płciowości(…)" – D.Kornas- Biela, Historyczny kontekst rozwoju edukacji seksualnej i jej konsekwencje, "Studia nad rodziną", nr1/1998. s.133
Oczywiście przez te wieki żaden ksiądz, rabin czy mufti nie interesował się życiem seksualnym swoich podopiecznych, a ci nie radzili się go w sprawach intymnych, zapewne aby uniknąć zakłopotania. Nie zostały również stworzone systemy pilnujące płciowości nie tylko młodych ludzi. Wreszcie, obecnie również na takim KUL-u czy UKSW nie prowadzi się tego typu edukacji. Bo i po co, skoro ludzkość wie…. Czy nie wygląda to na zwalczanie konkurencji?
"Zaprogramowana edukacja seksualna prowadzona w szkołach w systemie nauczania masowego niesie ze sobą wiele różnorodnych skutków, wśród nich można wymienić: zdrowotne, psychologiczne, społeczne i prawne" – D.Kornas- Biela, op.cit., s.141
1. Skutki zdrowotne
"Młoda dojrzewająca dziewczyna nie jest bowiem immunologicznie przygotowana do podjęcia współżycia. Niedojrzałość układu immunologicznego prowadzi do zakażeń (…)" – D.Kornas- Biela, op.cit.,. s.141
'Edukacja seksualna jest oszukiwaniem młodzieży przez to, że rozdziela seks od prokreacji. Ludzka seksualność jest potencjalnie prokreacyjna. Jeśli o tym chcemy zapomnieć lub poprawiać naturę przez sztuczne zabiegi, zawsze mści się to na zdrowiu fizycznym i psychicznym człowieka, również tego, który w wyniku współżycia może się począć' – Ibidem, s.142
"Tym samym, pośrednim skutkiem edukacji seksualnej i lansowanej przez nią swobody seksualnej jest obniżenie poziomu zdrowia fizycznego i psychicznego przyszłych pokoleń" – Ibidem, s.142
Podsumowując, młoda, dojrzewająca dziewczyna nie podejmie współżycia, dopóki nie wkroczy system ze swą zdradziecką edukacją. Bez edukacji na pewno go nie podejmie. Co gorsze, młoda, dojrzewająca i wyedukowana dziewczyna, która podjęła współżycie, wskutek w/w edukacji odwiedzi ginekologa, nie zajdzie w ciążę, co zemści się na jej zdrowiu. Hm, działa na wyobraźnię…
2. Skutki psychologiczne
"Omawianie przez dorosłego problemów seksualnych w ramach lekcji absorbuje uwagę dzieci, wprowadza dystrakcje w skupieniu się na innych, mniej emocjonalnie angażujących przedmiotach, rozbudza ich zainteresowania seksualnością, co odciaga je od nauki, rozwoju różnorodnych zainteresowań i hobby, zaangażowania w organizacjach i grupach młodzieżowych oraz pracy woluntarnej" – D.Kornas- Biela, op.cit., s.143
"Przekazywanie dzieciom wiedzy seksualnej skłania je do spożytkowania jej w zabawach seksualnych, do praktycznego wypróbowania we wzajemnych kontaktach a jednocześnie czyni dzieci podatnymi na wykorzystanie seksualne, np. przez pedofilów i homoseksualistów" – Ibidem, s.143
"Edukacja seksualna rozbudza przedwcześnie erotyzm dziecka, sprowadza kontakty międzypłciowe do seksualnych, utrudniając rozwój relacji koleżeństwa, sympatii, przyjaźni, romantycznej miłości(…)" – Ibidem, s.143
"Publiczne, masowe nauczanie seksualne narusza podstawowe potrzeby człowieka – potrzebę intymności i prywatności, niszczy naturalną wstydliwość i skromność(…)" – IBidem, s.143
Nie prowadzę badań, ani własnej praktyki psychologicznej, tym niemniej, postaram się odnieść do powyższych tez w kontekście procesu wychowawczego moich dzieci. Zachowanie ich nie potwierdza żadnej z nich. Zadają pytania, na które dostają konkretne odpowiedzi. Odpowiedzi nie powodują odciągania od nauki, rozbudzania seksualności, skupiania nadmiernej na niej uwagi. Nie pożytkują tej wiedzy w zabawach. Mam nadzieję również, iż nasza edukacja seksualna pozwoli uniknąć pedofilii. Ze statystyk wynika, iż dziecko można narazić na kontakt z pedofilem, posyłając je do kościoła.
Podejście nasze do seksualności oraz sposób w jaki przekazujemy ją dzieciom nie wpłynęło negatywnie na potrzebę intymności, wstydliwość, czy skromność. Zresztą, wstydliwość nie wynika w żaden sposób z natury. To jest coś, czego dziecko musi się nauczyć, podobnie jak innych zasad współżycia społecznego.
"Dorosły prezentując w ramach nauki szkolnej swoje zaabsorbowanie dziedziną seksualną, "katapultuje" dzieci do świata problemów osób dorosłych, często problemów z pogranicza patologii lub wręcz patologicznych. Dzieci nie są w stanie ich zrozumieć, zasymilować psychicznie i poradzić sobie z nimi. Sfera doznań seksualnych budzi sprzeczne emocje – pociąg, ze względu na spodziewaną satysfakcję zmysłową oraz lęk ze względu na możliwość zarażenia się chorobami i poczęcia dziecka. Taki silnie ambiwalentny stosunek do żywotnie ważnej dziedziny życia, skojarzonej z dwoma przeciwstawnymi uczuciami "przyciągania i odpychania" oraz do drugiego człowieka, który jest jednocześnie pożądany i unikany, ze względu na niebezpieczeństwo, jakie stwarza jego płciowość i płodność – konstruuje klasyczną sytuacje nerwicy" – D.Kornas- Biela, op.cit., s.144
Dorosły nie ma prezentować swojego zaabsorbowania, a przekazywać rzetelną wiedzę na ten temat, dostowaną do poziomu odbiorcy. Seksualność nie jest problemem wyłącznie świata dorosłych. Dzieci poradzą sobie z tym, jeśli wiedza będzie dostosowana do ich możliwości i poziomu. Naucza się, jak uniknąć zakażenia grypą, tężcem, nie po to, by wprowadzić terror czy strach przed w/w. Dlaczego miałoby być inaczej z chorobami przenoszonymi drogą płciową? Przyczyną ewentualnej nerwicy może być dysonans poznawczy pomiędzy sprzecznymi naukami w szkole a w domu czy w kościele.
"Edukacja seksualna w szkole jest zinstytucjonalizowaną formą molestowania seksulanego, gdyż ani rodzice ani dziecko nie mają możliwości zapobiec lub bronić się przed informacjami i bodźcami, których sobie nie życzą, które naruszają poczucie wstydu i prywatności oraz kształtowany w rodzinie system wartości i norm moralnych. Wykorzystywanie przez dorosłego swojej przewagi i zniewalanie wychowanka bodźcami seksualnymi deprawuje jego psychikę i może być traktowane jako forma wykorzystania seksualnego nieletnich podobnie jak zaatakowanie go fizycznie. Przemoc emocjonalna i werbalna ma jednak bardziej rozległe i dalekosiężne skutki niż przemoc fizyczna" – D.Kornas- Biela, op.cit., s.145
Jeżeli molestowaniem seksualnym nazywamy zachowanie o charakterze seksualnym naruszające godność, to mam rozumieć, że wiedza narusza godność osobistą?!
3 Skutki społeczne
"Antagonizowanie dzieci z rodzicami, odrywanie ich od od wpływu rodziców, obniżenie ich autorytetu jest wyjątkowo demoralizującą konsekwencją edukacji seksualnej' – D.Kornas- Biela, op.cit., s.146
Roli seksualności w życiu człowieka nie sposób przecenić, a w życiu młodego człowieka często rola ta jest dominująca. Jako takiej należy się jej uwaga i czas ze strony systemu oświaty. Dzieci nie są własnością rodziców, myślę również, że powinny poznawać różne sposoby patrzenia na świat. Rodzice są autorytetem dla dziecka w pierwszych latach jego życia. Tylko od nich i od ich przygotowania zależy czy ten autorytet wytrzyma konfrontację w latach późniejszych.
4. Skutki prawne
"Edukacja seksualna ma również skutki prawne, gdyż łamie prawo dziecka do niezaburzonego rozwoju oraz narusza podstawowe prawo rodziców do decydowania, jakim wpływom wychowawczym podlega dziecko, a także ochrony go od działań deprawujących jego psychikę" – D.Kornas- Biela, opt.cit., s.147
Niezaburzony rozwój to oczywiście droga wytyczona przez Kościół katolicki, jako jedyna i słuszna, oraz brak dostępu do innej wiedzy. Moim zdaniem to błąd. Dziecko powinno poznawać różne drogi, mieć dostęp do wszelkiej wiedzy, by móc w przyszłości świadomie wybrać swoją drogę. Nie ochronię dziecka przed każdym złem tego świata i chyba nie o to chodzi. Wychowanie nie polega na trzymaniu go pod kloszem.
Bardzo się cieszę, iż ta pani nie uczy moich dzieci. Edukacja seksualna jest potrzebna społeczeństwu, ale nie taka, o jakiej mowa w tym artykule. Z pewnością nie wszyscy rodzice są gotowi, by udźwignąć ten problem. Studia, których nie ukończyłam, przygotowywały mnie m.in. do tego zawodu. Decyzja o odejściu z tej uczelni była słuszna i cieszę się z tego. Uważam, iż brakuje ludzi odpowiednio przygotowanych do nauczania edukacji seksualnej. Zalecane przez Kościół przygotowanie do życia w rodzinie zakłada wystąpienie pewnego scenariusza i nie przewiduje alternatywy dla tych, którzy z różnych przyczyn wybierają inaczej.
Program edukacji seksualnej powinien zawierać zgodne z obecnym stanem wiedzy, wiarygodne informacje na temat zapobiegania ciąży, czyli wszelkich metod antykoncepcji, ich wad, zalet oraz skuteczności. Na takiej lekcji uczniowie powinni dowiedzieć się o chorobach przenoszonych drogą płciową i możliwościach ochrony przed zakażeniem. Obecne wychowanie jest w wersji katolickiej. Wiadome jest podejście do antykoncepcji, masturbacji. Polskie podręczniki są przykładem zniekształcania tych informacji. Choćby taki oto przykład o masturbacji:
"Do dziś zdarzają się wątpliwości, czy nie jest ona przyczyną np. niepłodności, niedorozwoju czy innych schorzeń" –
T. Król (red.), Wędrując ku dorosłości. Wychowanie do życia w rodzinie dla uczniów klas I-III gimnazjum, Wyd. Rubikon, Kraków 2001, s. 53.
"W pierwszej chwili post factum skutki onanizmu pozostają realne – niewidzialne; ujawniają się po pewnym czasie. Utrwala się wówczas skłonność do przeżywania swojego ciała jako rzeczy lub przedmiotu dla przeżywania specyficznych doznań, a więc redukcja osoby do rzeczy z podświadomym obniżeniem poczucia własnej wartości. (Jestem rzeczą, jestem nikim, jestem śmieciem)" – W. Papis, Życie i miłość – poradnik dla nauczyciela, Wyd. Trawers, Warszawa 1993, s. 113.
Dalej o homoseksualiźmie:
"Generalnie postawa homoseksualna jest formą zaprzeczenia własnej płciowości i wyrazem lęku przed partnerem płci odmiennej oraz agresji wobec samego siebie. (…) najczęściej rozwój nastawienia homoseksualnego jest związany z nieprawidłowościami w atmosferze i funkcjonowaniu rodziny dziecka oraz pierwszymi doświadczeniami seksualnymi. Sięganiu do zachowań homoseksualnych sprzyja także kreowanie w środkach masowego przekazu obrazu prawdziwego mężczyzny i prawdziwej kobiety, wpędzający ludzi w kompleksy, że oni tacy nie są" - M. W. Grabowscy, A. M. Niemyscy, M. P. Włochowiczowie, Zanim wybierzesz…, Przygotowanie do życia w rodzinie, podstawy wychowania seksualnego, Wydawnictwa Szkolne PWN, Warszawa 1998, s. 153.
"I chociaż w homoseksualizmie wzajemne przyciąganie się osób tej samej płci jest nieraz silne, to jednak jest ono nie tyle wyrazem prawdziwej miłości, co raczej zaspokojenia pewnego przymusu emocjonalno-seksualnego (…) Akty homoseksualne są sprzeczne z prawem naturalnym, ponieważ nie wypływają one z prawdziwego dopełniania się uczuciowego i seksualnego, jakie ma miejsce w relacji kobiety i mężczyzny" - T. Król, M. Ryś (red.), Wędrując ku dorosłości…, s. 91.
O antykoncepcji:
"Antykoncepcja jest potrzebna jedynie tym, którzy mają problemy z osiągnięciem świadomości lub wolności w odniesieniu do sfery seksualnej" – E. Kosińska, R. Sobiecki (red.), Wokół nas…, s. 89.
"Lęk przed nieplanowaną ciążą sprawia, że często sięga się po metodę szkodliwą dla zdrowia, by za wszelką cenę uniknąć poczęcia. (…) problem jest bardzo poważny, bo młodzi ludzie bez namysłu niszczący swoją płodność, a zarazem pragnący w przyszłości mieć dzieci, mogą się ich nigdy nie doczekać" – E. Kosińska, R. Sobiecki (red.), Wokół nas. Wiedza o społeczeństwie dla klasy III gimnazjum, Wyd. Rubikon, Kraków 2001, s. 82.
Młodzież jest przestrzegana przed antykoncepcją, przed prezerwatywami, przed masturbacją. Antykoncepcja niszczy płodność? Oto wypowiedź lek.med Beaty Sterlińskiej:
"Tabletki antykoncepcyjne nie obniżają płodności. Co prawda hamują jajeczkowanie, ale jest to proces odwracalny. W ciągu 3 miesięcy po odstawieniu tabletek powraca owulacja i regularne miesiączki. Jednak u niektórych kobiet tak się nie dzieje. Mają nieregularne krwawienia, nie mogą zajść w ciążę. Zawiniły pigułki antykoncepcyjne? Nie, ale mogły zamaskować kłopoty z płodnością, np. z powodu zaburzeń hormonalnych. Po tabletkach cykle są regularne, miesiączki mało bolesne, niezbyt obfite. Wydaje się więc, że wszystko jest w porządku, a tymczasem może być potrzebne leczenie. Dlatego jeśli po zaprzestaniu antykoncepcji hormonalnej w ciągu 3 miesięcy nie pojawi się miesiączka lub też będzie nieregularna, należy zgłosić się do ginekologa. Pigułki antykoncepcyjne rzeczywiście maja swoje minusy. Wpływają na pracę całego organizmu. Obecność pewnych chorób wyklucza więc ich stosowanie (np. zakrzepica, choroba niedokrwienna serca, niewydolność wątroby). Nieznacznie zwiększają ryzyko raka piersi, ale jednocześnie zmniejszają prawdopodobieństwo nowotworu jajnika i trzonu macicy. Mogą powodować nudności, bóle głowy, zmniejszać apetyt na seks. Z drugiej zaś strony są skuteczną metodą zapobiegania ciąży, łagodzą dolegliwości związane z miesiączką i napięciem przedmiesiączkowym, poprawiają wygląd cery." – B. Sterlińska, naj magazyn
Rzetelna wiedza w moim mniemaniu jest pozbawiona oceny, w tym moralnej, z racji tego, iż do zajęć takich mają prawo zarówno wierzący, jak i niewierzący, katolicy i protestanci. Innymi słowy również grupy społeczne mniejsze niż dominująca. Można przekazywać, jak podchodzą do tego katolicy, jak protestanci, czy inne grupy. Wybór właściwej drogi, powinien jednak być pozostawiony jednostce, nie może być narzucany.
Nie ma jednej drogi…
Manipulacja i szantaż
Ujawnienie swojego światopoglądu rodzinie nie jest sprawą łatwą. Razem z mężem zdawaliśmy sobie sprawę z konsekwencji tego czynu. Najgorszy jest ten pierwszy krok – tak myślałam. Okazuje się, że jest to zaledwie początek przyszłych trudności. Jesteśmy poddawani ciągłej indoktrynacji. Rodzice nie są w stanie zaakceptować naszych wyborów i do dziś próbują manimulacji, jako środka, który ma przekonać nasze pociechy do ich wizji świata. Zwykle sytuacje takie mają miejsce w okolicach katolickich świąt. Kiedy nadchodzi maj, nasila się temat pierwszej komunii. W okolicach grudniowych świąt zaczyna się temat ich obchodzenia. Usiłują wpływać na dzieci, przeprowadzajac z nimi taktyczne rozmowy, kiedy nas przy tym nie ma. Dzieci jednak, po takich rozmowach, zwykle mają jakieś pytania i przychodzą z tym do nas, wtedy "wychodzi szydło z worka".
- Kto Ci to powiedział?!
- Babcia. I jeszcze to……i to……
Jakiś czas temu, moje dziecko wróciło od teściowej z tekstem, że źle wychowuję swoje dzieci. Tak jej powiedziała babcia. Tu nastąpił grad pytań… Oczywiście chodziło o wychowanie dzieci w wierze katolickiej, jako jedynej i najwłaściwszej metodzie. Nie mogło zabraknąć również rozmów o pierwszej komunii, pięknej białej sukni, prezentach, pieniądzach itd. (nie są to dla nas żadne argumenty). Zarzucić przynętę na dziecko, a nuż da się złapać! Czasami jestem świadkiem rozmów takiego typu:
- Jak przekonasz mamę do lekcji religii i komunii to Ci kupię …
Pewnego dnia, przypadkiem usłyszałam część takiej rozmowy. Kiedy weszłam, rozmowa ucichła. Przemilczę, jak się wtedy poczuliśmy z mężem.
Sytuacje takie wprowadzają mętlik w nieukształtowanym jeszcze umyśle młodego człowieka. Pomimo to, mam nadzieję, że wpłyną pozytywnie na dzieci. Naszym bowiem zadaniem jest nauczyć je dokonywania wyboru, odpowiedzialności, radzenia sobie z problemami; m.in. z takim mętlikiem oraz samodzielnego i niezależnego myślenia. To my wyjaśniamy, prostujemy… Jesteśmy na to przygotowani. Kiedy po raz kolejny tłumaczymy, że NASZE DZIECI DO KOMUNII NIE PÓJDĄ i jest to przysłowiowa "kula w płot", pojawia się złość. W końcu ile razy można tłumaczyć? Nie lekceważymy jednak żadnej z tych sytuacji i na bieżąco wyjaśniamy je z dziećmi. Obserwowanie przez nich, jak dziadkowie robią coś za plecami ich rodziców, w tajemnicy przed nimi i przeciwko nim, może stać się strzeleniem gola do własnej bramki, czyli tzw. "samobójem".
Czasem podejmowane są próby szantażu, jako taktyki, która powinna nas przekonać. Stawianie sprawy na tzw. ostrzu noża. Nie poddałam się nawet wtedy, kiedy zagrożono mi zerwaniem wszelkich stosunków, jeśli nie zapiszę dzieci na religię. Staram się nie dać wciągnąć w takie dyskusje. Załatwiam je krótko. Odpowiedziałam, że nie ma takiej możliwości, żebym uległa jakimkolwiek groźbom i zadałam pytanie, czy na pewno chce stracić wszystkie nabliższe osoby. Usłyszenie takich słów zawsze boli, ale ten strach, który się pojawia nie może mieć żadnego wpływu na nasze decyzje.
Szantażem nikt do niczego nas nie przekona. Przekonać mogą jedynie dobre argumenty, których jak dotąd brak. Pomyślcie kochani, kto na tym więcej straci?
Droga, którą wybraliśmy jest z tych trudniejszych. Nie wyobrażam sobie jednak, że moglibyśmy postąpić inaczej. Warto żyć w zgodzie ze sobą i z własnymi zasadami. Warto ponosić ten trud. Swoją drogę każdy powinien wybrać sam. Nie może być ona nikomu narzucana.
Nasze dzieci
Pogoń za pieniądzem. Aby godnie żyć w dzisiejszych czasach kobieta powinna pracować i godzić jakoś obowiązki matki, żony i pracownika. Być może większości to się udaje. Być może większość jest zadowolona ze sposobu, w jaki im się to udaje. Nigdy nie pracowałam, zawsze wiedziałam, że dzieci są dla mnie ważniejsze od pieniędzy i kariery. Dla mnie wybór był zawsze prosty i jak dotąd nigdy nie żałowałam swojej decyzji.
Babcia dla dziecka to ktoś wyjątkowy. Moja babcia, która zajmowała się mną i moimi siostrami, również była kimś wyjątkowym. Te chwile były najpiękniejsze. Gotowała tylko to, co lubiliśmy, zawsze miała czas. Była super babcią , ale nie mamą. Ona już wychowała swoje dzieci. Nie można nazwać tego wychowaniem a zajmowaniem. Wychowują tylko i wyłącznie rodzice. Gdy oni cały dzień pracują, do kogo wtedy mamy mieć pretensje, że dziecko nam nie powiedziało, nie zaufało, że nie mamy z nim kontaktu takiego, jakiego byśmy oczekiwali? Nie wychwycimy tego, kiedy dziecko jest małe. Te konsekwencje wypłyną dopiero po wielu, wielu latach, kiedy dziecko zacznie dorastać, interesować się płcią przeciwną, mieć swoje pierwsze poważne, życiowe rozterki. Nagle się okaże, że dziecko z tymi problemami nie zwróci się do nas, ale do tych osób, które zawsze przy nim były, które go wychowywały, które mu poświęcały czas. My przecież wracaliśmy późno z pracy.
Z dzieckiem trzeba być, kiedy wraca ze szkoły i zarzuca nas gradem pytań i problemów. Być, by pomóc mu je rozwiązać. Czasami po godzinie 17.00 może być już za późno. Nie chciałabym przegapić pierwszych symptomów dorastania mojej najstarszej córki, pierwszych pytań i problemów, które codziennie życie stwarza. Kogo by się wtedy zapytała? Komu by zadała to pytanie? Kolażance? Babci? Z kim nawiązałaby porozumienie? Żadna z tych osób nie pokierowałaby tym dzieckiem tak, jak ja uważam za słuszne. Moje i męża podejście do wielu spraw diametralnie różni się od podejścia naszych rodziców, a przecież chcę jak najlepiej dla własnego dziecka. Tyle sytuacji bym przeoczyła, które udało mi się wychwycić, wytłumaczyć, wyprostować.
Ja nie miałam komu zadać takich pytań. Wielu moich problemów nikt nie zauważył, musiałam sobie sama z nimi radzić, raz lepiej, raz gorzej. Do głowy mi nigdy nie przyszło, by pójść z tym do kogoś z rodziców. Dlaczego? Dziś mając swoje dzieci już znam odpowiedź.
Chcę wiedzieć, chcę tłumaczyć, chcę być. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, by moje dziewczynki przeszły to, co ja, a ja bym tego nie zauważyła.
Człowiek jest istotą rozumną i potrafi uczyć się również na cudzych błędach. Swoje dzieci chcemy z mężem wychować sami i po swojemu, a jakiekolwiek pretensje mieć jedynie do siebie. Nie chcę, by większy, bo codzienny wpływ miał na nich ktoś inny, kto ma inne podejście do życia. Za bardzo ich kocham.



Ostatnie komentarze