Czym jest dla nas Wielkanoc?
Wirtualna Polska na swoim portalu przedstawiła sondę na temat świąt wielkanocnych i ich wymiaru. Wynik nie będzie chyba zadowalający dla Kościoła katolickiego. Czym dla przedstawionych w filmie warszawiaków jest Wielkanoc? Zobaczcie sami.
Wirtualna Polska"Obżarstwo i bieda" – czym jest dla nas Wielkanoc?
Sięgając dwadzieścia parę lat wstecz, tradycja wielkanocna miała jednak zupełnie inny wymiar. Pamiętam jak już tydzień przed świętami cała wieś, w której spędziłam dzieciństwo, wręcz zamierała, wszyscy sprzątali, robili zakupy, przygotowywali się. Urabiałam sobie ręce po pachy już jako dziecko. Poniedziałek również wyglądał inaczej….. Oj działo się;) To było najważniejsze święto, a wymiar religijny i czas spędzony w kościele był najważniejszy. Każda część tradycji musiała być dopełniona. Bardzo mnie to denerowało. Zastanawiałam się, po co wszyscy tak ciężko pracują, sprzątają i przygotowują tak dużo potraw, conajmniej jak dla pułku wojska, żeby następnie przez tydzień je dojadać. Tydzień prawie wyjęty z życiorysu, a świąt raptem dwa dni.
Jeszcze parę lat temu kolejki przed blokiem na "trzepak" były długie, a ludzie nie mieli czasu na spacery. Dziś kolejki przed trzepakiem nie ma. Ludzie spacerują, odpoczywają. Nawet w sklepach nie ma już takich kolejek jak kiedyś. Wczoraj wieczorem wybrałam się do Biedronki po wodę i podstawowe zakupy. Zwykle robiłam je wcześniej, ze względu na gigantyczne kolejki, ale pomyślałam, że za gapiostwo się płaci. Zdziwiłam się bardzo pozytywnie. W kolejce praktycznie nie stałam, a ludzi było tyle, co normalnie przed weekendem. Zasada "zastaw się, a postaw" zdaje się, że odchodzi już w zapomnienie. Ludzie coraz bardziej stawiają na odpoczynek i spotkania, na które normalnie brak im czasu. Obżarstwo ciągle jeszcze funkcjonuje, jednak myślę, że coraz mniej.
A wymiar religijny? Jeśli w ogóle jest, to gdzieś na szarym końcu.
Czym dla mnie jest Wielkanoc? Tym samym, co Boże Narodzenie…. Nie poddaję się żadnym presjom. Czas przedświąteczny nie różni się niczym od innych dni. Kiedyś je tolerowałam, potem zaczęły denerwować, następnie przyszła kolej na znienawidzenie. Teraz ze zdziwieniem zauważam, że nawet je lubię na swój sposób. Nie jestem jednak zbytnio do nich przywiązana. Cieszę się również z każdego czasu, kiedy nie muszę gotować. To są moje plusy….
Święta dla niewierzących
Od wielu już lat okres Bożego Narodzenia był dla mnie najtrudniejszy w ciągu roku. Gdzieś tam głęboko w duszy, coś się we mnie buntowało. Zwyczajnie nie lubiłam tych świąt, drażniły mnie. Do dziś nie widzę żadnej przyjemności w urabianiu sobie rąk po pachy, potem w siedzeniu za stołem przez cały okres świąt i wielu innych rytualów. Nigdy nie przykładałam zbyt wielkiej wagi do tradycji. Przez te wszystkie lata płynęłam jednak z nurtem choinkowo – światecznych rytuałów. Nie bardzo wiedziałam, jak wybrnąć z tego i jak sprawić, by było inaczej. Ubierałam choinkę, sprzatałam, przygotowałam potrawy, bez żadnej radości. Świętowałam narodzenie Boga, w którego już dawno nie wierzyłam. Chodziłam do kościoła. Wysyłałam życzenia, choć nie lubiłam tego robić. Dostawać zresztą również
To jedno się do dziś nie zmieniło, pomimo, iż nie kryjemy się ze swoją niewiarą, ciągle dostajemy te życzenia, ludzie nadal życzą nam Wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Jakże mnie to drażniło. Dziś patrzę na to troszkę inaczej, poprostu o mnie pamiętają. I choć nie wysyłam już życzeń, odpowiadam na nie, dziękując za pamięć. Drażnią mnie jednak życzenia tzw. taśmowe, wszystkim z listy wysyłając te same gotowe wierszyki. Doceniam zawsze ciepłe słowo pisane indywidualnie dla mnie, od serca.
Nie zmieniałam nic, ze względu na dzieci, tak mi się wtedy wydawało. Zwyczajnie nie wiedziałam jak to zmienić. Mikołaj i inne bajki… Wtedy wydawało mi się, że dla ich dobra tak musi być. Ten rok był rokiem przełomowym. Odkryłam, że właśnie dla ich dobra muszę wiele zmienić. Dosyć hipokryzji, muszę pokazać dzieciom, że trzeba żyć w zgodzie ze sobą. Któż ich tego nauczy, jeśli nie my rodzice?! Jak długo mam zamiar karmić najdroższe mi osoby iluzją? Czy to im pomoże w życiu? Rozmowa na ten temat nie była wcale taka łatwa dla mnie, ale dla dziewczynek nie była aż tak trudna jak myślałam. Wytłumaczyłam im, iż Mikołajem jest każdy, kto robi prezent drugiej osobie, w tym wypadku, byli to rodzice, czyli my i że wróżki nie istnieją, a bajki są nieprawdziwe. To jest taka zabawa, bardzo fajna zabawa, jednak są już wystarczająco duże, by móc decydować, czy chcą się dalej bawić. Były bardzo zaciekawione, jak to robiliśmy, że nikogo w domu nie było, a kiedy wracaliśmy, prezenty były pod choinką. Stopniowo uczymy ich, że nasza rodzina jest niewierząca, tłumaczymy, dlaczego nie chodzą na religię, na wszelkie pytania odpowiadamy. Moje dzieci nie boją się pytać, to jest ogromny plus. Ja byłam tego pozbawiona. Rozmowy z dorastającą córką o seksie są bardzo trudne, ale powoli zaczynają się pojawiać. Pierwsza poważna rozmowa o seksie z tatą. Jestem dumna. Ja nie miałam takiego kontaktu z własnym ojcem. To jest bardzo ważne, by córka jako młoda kobieta umiała zapytać również własnego tatę o wszystko. Takie rozmowy są bardziej trudne dla mnie, niż dla mojego dziecka, bo ja uczę je pytać i one się tego nie wstydzą. Mnie tego nikt nie nauczył i dla mnie jest to bardziej krępujące, bardzo się jednak staram tego nie okazywać.
Czym dla mnie jest czas świąt? Czasem wolnym od pracy, spędzonym z rodziną. W ciągu roku nie mamy zbyt wiele okazji na odwiedziny, więc ten czas jest właśnie po to. Nazwijmy to świętem więzi rodzinnych. Bez pośpiechu, po raz pierwszy bez negatywnych odczuć, po swojemu. Już od poprzedniego roku nie przyjmujemy kolędników, nie gotujemy 12 potraw wigilijnych, a tylko to, na co mamy ochotę, nie śpiewamy kolęd, nie przyjmujemy księdza. W tym roku mam nadzieję również nie ubierać choinki. Nadzieję, dlatego, iż mnie ona nie jest potrzebna, ani nie sprawia mi radości, ale być może dzieci jednak zdecydują coś małego własnoręcznie ustroić. Nie mamy nic przeciwko kreatywności. Nie obchodzimy święta narodzenia, ale szanujemy tych, którzy go obchodzą. Powolutku zmieniamy swoje życie. Chcemy ten czas spędzić zupełnie po świecku i mamy nadzieję, że kiedyś nam się to uda, że kiedyś dopracujemy wszystkie szczegóły. I jesteśmy szczęśliwi, dopiero teraz naprawdę szczęśliwi. Prawda jest taka, iż każdy niewierzący ma być może na ten temat inne zdanie. Niektórzy lubią choinkę, lubią życzyć sobie to i owo, lubią to zamieszanie świąteczne i nie ma to dla nich nic wspólnego z narodzeniem Jezusa. Sa też tacy, którzy nie przepadają za świętami, choinką, życzeniami i szopką. Każdy ma do tego prawo i każdy może ten czas spędzać jak chce.



Ostatnie komentarze