Wychodząc z cienia

"Idź wyprostowany wśród tych co na kolanach" Zbigniew Herbert
You are currently browsing all posts tagged with seksualność


O seksualności z nastolatką

  • 24 lutego 2012 4:14 pm

Wychowanie w środowisku wolnym od grzechu, piekła, kary i innych niemądrych pomysłów, to moim zdaniem najwiekszy dar, jaki możemy dzieciom podarować. To jednak nie wystarczy. Brak religii dzieciom trzeba jakoś zrekompensować, nie można ich zostawiać samym sobie. Obok nas żyją ludzie religijni, ludzie różnych wyznań. Dzieci muszą odnaleźć się jakoś w zróżnicowanym środowisku, nauczyć się w nim żyć i zrozumieć, że "inne" nie znaczy gorsze. Trzeba im pokazać inne perspektywy, inne wartości i zasady, podsuwając na przykład dobrą książkę. Staram się jak mogę, by wpajać dziewczynkom zamiłowanie do książek i zachęcać dzieci do czytania oraz zadawania pytań. Bardzo się cieszę, że moje dziewczynki czytają o wiele więcej niż ja w ich wieku. Książka nie jest dla mnie czymś, co mnie wyręczy, nie podchodzę do tego w ten sposób. To nieoceniona pomoc, która jest jedynie zaczątkiem. To mała gałązka, z której kiedyś wyrośnie piękne i duże drzewo.

Zewsząd jesteśmy bombardowani książkami o tematyce religijnej. Czego by nie szukać, do wyboru, do koloru. Kiedy jednak zaczniemy szukać lektury o świeckim wychowaniu, nagle pojawia się problem. Takich książek jest mało, zbyt mało. Ostatnio szukałam książki, która bez katolickiego moralizowania przedstawi dojrzewającej dziewczynie wszystko to, co się z nią dzieje i dziać będzie. W szkole rozpoczęły się niedawno zajęcia WDŻ, z których moja nastolatka została wypisana, ze względu na podręcznik T. Król, który mi absolutnie nie odpowiada. Zaczęłam więc szukać pomocy edukacyjnych dla siebie, by przejąć na siebie ten obowiązek i podejść do sprawy bardziej fachowo. Nie mam zamiaru uczyć moich dzieci katolickiej radości z seksu, czystości przedmałżeńskiej ani tego, że  "grzechem śmiertelnym jest każdy przejaw seksualności, który nie odbywa się między małżonkami w celu przekazania życia" (Katechizm Kościoła Katolickiego). Nie chcę również mówić o grzesznej masturbacji. Akt małżeński, tylko w celu poczęcia, bez prezerwatywy, w oparach grzechu i poczucia winy… Sorry, nie o takie nauki mi chodziło. Wpadła mi w ręce bardzo dobra książka, którą z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim mamom, których córki wchodzą w trudny wiek.

"O dziewczętach dla dziewcząt" – Wanda Kobyłecka i Andrzej Jaczewski.

Książka jest napisana przez pedagoga i lekarza. Oswaja młodą dziewczynę z trudnym wiekiem w jaki wchodzi, bez zbędnego moralizowania. Język przystępny, zrozumiały i taktowny. Znajdziemy tam całkiem dużo wiedzy medycznej na temat seksualności we wszystkich jej wymiarach; różnic między dziewczyną a chłopcem (tych biologicznych i psychicznych również), antykoncepcji czy chorób wenerycznych oraz trochę psychologii, czyli zmiany emocjonalne zachodzące podczas procesu dojrzewania. Autorzy wyjaśniają wszelkie metody antykoncepcji, nie negując ich, zaznaczając jedynie, iż niektóre metody nie są akceptowane przez Kościół katolicki. Wszelkie metody, czyli również te naturalne, dodając, iż nie należą do najskuteczniejszych, ponieważ "organizm ludzki nie jest szwajcarskim zegarkiem". Jeśli chodzi o antykoncepcję, zabrakło mi tam skutków ubocznych przyjmowania hormonów, ale to akurat nie problem. Obalają mity na temat masturbacji, uznając ją za zupełnie naturalny proces. Pięknie pokazują postawę wobec wszelkich odmienności. Homoseksualizm nie jest traktowany jako choroba, grzech lub coś, co się powinno zwalczać czy leczyć, a jako "odmienność tylko dlatego, że zdecydowana większość ludzi jest heteroseksualna i dlatego, że tylko z heteroseksualnych związków rodzą się dzieci". Jest też dość obszerny dział o bardzo ważnym aspekcie, czyli o higienie.

Biorąc pod uwagę trudności w znalezieniu odpowiedniej lektury dla świeckiego wychowania, tę pozycję oceniam bardzo pozytywnie i bez żadnych wątpliwości podsunę mojej córce do przeczytania, z niecierpliwością czekając na pytania i wnioski.




Wypaczone pojęcie edukacji seksualnej

  • 30 maja 2011 12:42 pm

Ostatnio przyniosłam z piwnicy część moich książek i podręczników z okresu studiów, szukając  informacji i czegoś, co mnie zaciekawi. Uwagę szczególną przykuł artykuł Doroty Kornas-Biela "Historyczny kontekst rozwoju edukacji seksualnej i jej konsekwencje"  w półroczniku "Studia nad rodziną" – wydawnictwo UKSW. Czasopismo to nabywałam jeszcze w trakcie studiów w Instytucie Studiów nad Rodziną. Tego artykułu nie sposób pominąć.  Nie wstawię go w całości, bowiem jest zbyt obszerny, zacytuję jedynie wybrane kwestie.

"W tej sytuacji nasuwa się pytanie – co takiego stało się, iż przez wieki ludzkość wiedziała w jaki sposób korzystać ze swojej płciowości(…), natomiast pod koniec drugiego tysiąclecia naszej ery nastapiła dziwnie nagląca konieczność wieloletniego angażowania całego systemu oświatowo – wychowawczego, aby przygotować młodego człowieka do rozpoznania potrzeb i obowiązków wynikających z własnej płciowości(…)" – D.Kornas- Biela, Historyczny kontekst rozwoju edukacji seksualnej i jej konsekwencje, "Studia nad rodziną", nr1/1998. s.133

Oczywiście przez te wieki żaden ksiądz, rabin czy mufti nie interesował się życiem seksualnym swoich podopiecznych, a ci nie radzili się go w sprawach intymnych, zapewne aby uniknąć zakłopotania. Nie zostały również stworzone systemy pilnujące płciowości nie tylko młodych ludzi. Wreszcie, obecnie również na takim KUL-u czy UKSW nie prowadzi się tego typu edukacji. Bo i po co, skoro ludzkość wie…. Czy nie wygląda to na zwalczanie konkurencji?

"Zaprogramowana edukacja seksualna prowadzona w szkołach w systemie nauczania masowego niesie ze sobą wiele różnorodnych skutków, wśród nich można wymienić: zdrowotne, psychologiczne, społeczne i prawne" – D.Kornas- Biela, op.cit., s.141

1. Skutki zdrowotne

"Młoda dojrzewająca dziewczyna nie jest bowiem immunologicznie przygotowana do podjęcia współżycia. Niedojrzałość układu immunologicznego prowadzi do zakażeń (…)" – D.Kornas- Biela, op.cit.,. s.141

'Edukacja seksualna jest oszukiwaniem młodzieży przez to, że rozdziela seks od prokreacji. Ludzka seksualność jest potencjalnie prokreacyjna. Jeśli o tym chcemy zapomnieć lub poprawiać naturę przez sztuczne zabiegi, zawsze mści się to na zdrowiu fizycznym i psychicznym człowieka, również tego, który w wyniku współżycia może się począć' – Ibidem, s.142

"Tym samym, pośrednim skutkiem edukacji seksualnej i lansowanej przez nią swobody seksualnej jest obniżenie poziomu zdrowia fizycznego i psychicznego przyszłych pokoleń" – Ibidem, s.142

Podsumowując, młoda, dojrzewająca dziewczyna nie podejmie współżycia, dopóki nie wkroczy system ze swą zdradziecką edukacją.  Bez edukacji na pewno go nie podejmie. Co gorsze, młoda, dojrzewająca i wyedukowana dziewczyna, która podjęła współżycie, wskutek w/w edukacji odwiedzi ginekologa, nie zajdzie w ciążę, co zemści się na jej zdrowiu. Hm, działa na wyobraźnię…

2. Skutki psychologiczne

"Omawianie przez dorosłego problemów seksualnych w ramach lekcji absorbuje uwagę dzieci, wprowadza dystrakcje w skupieniu się na innych, mniej emocjonalnie angażujących przedmiotach, rozbudza ich zainteresowania seksualnością, co odciaga je od nauki, rozwoju różnorodnych zainteresowań i hobby, zaangażowania w organizacjach i grupach młodzieżowych oraz pracy woluntarnej" – D.Kornas- Biela, op.cit., s.143

"Przekazywanie dzieciom wiedzy seksualnej skłania je do spożytkowania jej w zabawach seksualnych, do praktycznego wypróbowania we wzajemnych kontaktach a jednocześnie czyni dzieci podatnymi na wykorzystanie seksualne, np. przez pedofilów i homoseksualistów" – Ibidem, s.143

"Edukacja seksualna rozbudza przedwcześnie erotyzm dziecka, sprowadza kontakty międzypłciowe do seksualnych, utrudniając rozwój relacji koleżeństwa, sympatii, przyjaźni, romantycznej miłości(…)" – Ibidem, s.143

"Publiczne, masowe nauczanie seksualne narusza podstawowe potrzeby człowieka – potrzebę intymności i prywatności, niszczy naturalną wstydliwość i skromność(…)" – IBidem, s.143

Nie prowadzę badań, ani własnej praktyki psychologicznej, tym niemniej, postaram się odnieść do powyższych tez w kontekście procesu wychowawczego moich dzieci. Zachowanie ich nie potwierdza żadnej z nich.  Zadają pytania, na które dostają konkretne odpowiedzi. Odpowiedzi nie powodują odciągania od nauki, rozbudzania seksualności, skupiania nadmiernej na niej uwagi. Nie pożytkują tej wiedzy w zabawach. Mam nadzieję również, iż nasza edukacja seksualna pozwoli uniknąć pedofilii. Ze statystyk wynika, iż dziecko można narazić na kontakt z pedofilem, posyłając je do kościoła.

Podejście nasze do seksualności oraz sposób w jaki przekazujemy ją dzieciom nie wpłynęło negatywnie na potrzebę intymności, wstydliwość, czy skromność. Zresztą, wstydliwość nie wynika w żaden sposób z natury. To jest coś, czego dziecko musi się nauczyć, podobnie jak innych zasad współżycia społecznego.

"Dorosły prezentując w ramach nauki szkolnej swoje zaabsorbowanie dziedziną seksualną, "katapultuje" dzieci do świata problemów osób dorosłych, często problemów z pogranicza patologii lub wręcz patologicznych. Dzieci nie są w stanie ich zrozumieć, zasymilować psychicznie i poradzić sobie z nimi. Sfera doznań seksualnych budzi sprzeczne emocje – pociąg, ze względu na spodziewaną satysfakcję zmysłową oraz lęk ze względu na możliwość zarażenia się chorobami i poczęcia dziecka. Taki silnie ambiwalentny stosunek do żywotnie ważnej dziedziny życia, skojarzonej z dwoma przeciwstawnymi uczuciami "przyciągania i odpychania" oraz do drugiego człowieka, który jest jednocześnie pożądany i unikany, ze względu na niebezpieczeństwo, jakie stwarza jego płciowość i płodność – konstruuje klasyczną sytuacje nerwicy" – D.Kornas- Biela, op.cit., s.144

Dorosły nie ma prezentować swojego zaabsorbowania, a przekazywać rzetelną wiedzę na ten temat, dostowaną do poziomu odbiorcy. Seksualność nie jest problemem wyłącznie świata dorosłych. Dzieci poradzą sobie z tym, jeśli wiedza będzie dostosowana do ich możliwości i poziomu. Naucza się, jak uniknąć zakażenia grypą, tężcem, nie po to, by wprowadzić terror czy strach przed w/w. Dlaczego miałoby być inaczej z chorobami przenoszonymi drogą płciową? Przyczyną ewentualnej nerwicy może być dysonans poznawczy pomiędzy sprzecznymi naukami w szkole a w domu czy w kościele.

"Edukacja seksualna w szkole jest zinstytucjonalizowaną formą molestowania seksulanego, gdyż ani rodzice ani dziecko nie mają możliwości zapobiec lub bronić się przed informacjami i bodźcami, których sobie nie życzą, które naruszają poczucie wstydu i prywatności oraz kształtowany w rodzinie system wartości i norm moralnych. Wykorzystywanie przez dorosłego swojej przewagi i zniewalanie wychowanka bodźcami seksualnymi deprawuje jego psychikę i może być traktowane jako forma wykorzystania seksualnego nieletnich podobnie jak zaatakowanie go fizycznie. Przemoc emocjonalna i werbalna ma jednak bardziej rozległe i dalekosiężne skutki niż przemoc fizyczna" – D.Kornas- Biela, op.cit., s.145

Jeżeli molestowaniem seksualnym nazywamy zachowanie o charakterze seksualnym naruszające godność, to mam rozumieć, że wiedza narusza godność osobistą?!

3 Skutki społeczne

"Antagonizowanie dzieci z rodzicami, odrywanie ich od od wpływu rodziców, obniżenie ich autorytetu jest wyjątkowo demoralizującą konsekwencją edukacji seksualnej'D.Kornas- Biela, op.cit., s.146

Roli seksualności w życiu człowieka nie sposób przecenić, a w życiu młodego człowieka często rola ta jest dominująca. Jako takiej należy się jej uwaga i czas ze strony systemu oświaty. Dzieci nie są własnością rodziców, myślę również, że powinny poznawać różne sposoby patrzenia na świat. Rodzice są autorytetem dla dziecka w pierwszych latach jego życia. Tylko od nich i od ich przygotowania zależy czy ten autorytet wytrzyma konfrontację w latach późniejszych.

4. Skutki prawne

"Edukacja seksualna ma również skutki prawne, gdyż łamie prawo dziecka do niezaburzonego rozwoju oraz narusza podstawowe prawo rodziców do decydowania, jakim wpływom wychowawczym podlega dziecko, a także  ochrony go od działań deprawujących jego psychikę" – D.Kornas- Biela, opt.cit., s.147

Niezaburzony rozwój to oczywiście droga wytyczona przez Kościół katolicki, jako jedyna i słuszna, oraz brak dostępu do innej wiedzy. Moim zdaniem to błąd. Dziecko powinno poznawać różne drogi, mieć dostęp do wszelkiej wiedzy, by móc w przyszłości  świadomie wybrać swoją drogę. Nie ochronię dziecka przed każdym złem tego świata i chyba nie o to chodzi. Wychowanie nie polega na trzymaniu go pod kloszem.

Bardzo się cieszę, iż ta pani nie uczy moich dzieci. Edukacja seksualna jest potrzebna społeczeństwu, ale nie taka, o jakiej mowa w tym artykule. Z pewnością nie wszyscy rodzice są gotowi, by udźwignąć ten problem.  Studia, których nie ukończyłam, przygotowywały mnie m.in. do tego zawodu. Decyzja o odejściu z tej uczelni była słuszna i cieszę się z tego. Uważam, iż brakuje ludzi odpowiednio przygotowanych do nauczania  edukacji seksualnej. Zalecane przez Kościół przygotowanie do życia w rodzinie zakłada wystąpienie pewnego scenariusza i nie przewiduje alternatywy dla tych, którzy z różnych przyczyn wybierają inaczej.

Program edukacji seksualnej powinien zawierać zgodne z obecnym stanem wiedzy, wiarygodne informacje na temat zapobiegania ciąży, czyli wszelkich metod antykoncepcji, ich wad, zalet oraz skuteczności. Na takiej lekcji uczniowie powinni dowiedzieć się o chorobach przenoszonych drogą płciową i możliwościach ochrony przed zakażeniem. Obecne wychowanie jest w wersji katolickiej. Wiadome jest podejście do antykoncepcji, masturbacji. Polskie podręczniki są przykładem zniekształcania tych informacji. Choćby taki oto przykład o masturbacji:

"Do dziś zdarzają się wątpliwości, czy nie jest ona przyczyną np. niepłodności, niedorozwoju czy innych schorzeń" –
T. Król (red.), Wędrując ku dorosłości. Wychowanie do życia w rodzinie dla uczniów klas I-III gimnazjum, Wyd. Rubikon, Kraków 2001, s. 53. 

"W pierwszej chwili post factum skutki onanizmu pozostają realne – niewidzialne; ujawniają się po pewnym czasie. Utrwala się wówczas skłonność do przeżywania swojego ciała jako rzeczy lub przedmiotu dla przeżywania specyficznych doznań, a więc redukcja osoby do rzeczy z podświadomym obniżeniem poczucia własnej wartości. (Jestem rzeczą, jestem nikim, jestem śmieciem)" – W. Papis, Życie i miłość – poradnik dla nauczyciela, Wyd. Trawers, Warszawa 1993, s. 113. 

Dalej o homoseksualiźmie:

"Generalnie postawa homoseksualna jest formą zaprzeczenia własnej płciowości i wyrazem lęku przed partnerem płci odmiennej oraz agresji wobec samego siebie. (…) najczęściej rozwój nastawienia homoseksualnego jest związany z nieprawidłowościami w atmosferze i funkcjonowaniu rodziny dziecka oraz pierwszymi doświadczeniami seksualnymi. Sięganiu do zachowań homoseksualnych sprzyja także kreowanie w środkach masowego przekazu obrazu prawdziwego mężczyzny i prawdziwej kobiety, wpędzający ludzi w kompleksy, że oni tacy nie są" - M. W. Grabowscy, A. M. Niemyscy, M. P. Włochowiczowie, Zanim wybierzesz…, Przygotowanie do życia w rodzinie, podstawy wychowania seksualnego, Wydawnictwa Szkolne PWN, Warszawa 1998, s. 153. 

"I chociaż w homoseksualizmie wzajemne przyciąganie się osób tej samej płci jest nieraz silne, to jednak jest ono nie tyle wyrazem prawdziwej miłości, co raczej zaspokojenia pewnego przymusu emocjonalno-seksualnego (…) Akty homoseksualne są sprzeczne z prawem naturalnym, ponieważ nie wypływają one z prawdziwego dopełniania się uczuciowego i seksualnego, jakie ma miejsce w relacji kobiety i mężczyzny" - T. Król, M. Ryś (red.), Wędrując ku dorosłości…, s. 91. 

O antykoncepcji:

"Antykoncepcja jest potrzebna jedynie tym, którzy mają problemy z osiągnięciem świadomości lub wolności w odniesieniu do sfery seksualnej" – E. Kosińska, R. Sobiecki (red.), Wokół nas…, s. 89. 

"Lęk przed nieplanowaną ciążą sprawia, że często sięga się po metodę szkodliwą dla zdrowia, by za wszelką cenę uniknąć poczęcia. (…) problem jest bardzo poważny, bo młodzi ludzie bez namysłu niszczący swoją płodność, a zarazem pragnący w przyszłości mieć dzieci, mogą się ich nigdy nie doczekać" – E. Kosińska, R. Sobiecki (red.), Wokół nas. Wiedza o społeczeństwie dla klasy III gimnazjum, Wyd. Rubikon, Kraków 2001, s. 82.

Młodzież jest przestrzegana przed antykoncepcją, przed prezerwatywami, przed masturbacją. Antykoncepcja niszczy płodność? Oto wypowiedź lek.med Beaty Sterlińskiej:

"Tabletki antykoncepcyjne nie obniżają płodności. Co prawda hamują jajeczkowanie, ale jest to proces odwracalny. W ciągu 3 miesięcy po odstawieniu tabletek powraca owulacja i regularne miesiączki. Jednak u niektórych kobiet tak się nie dzieje. Mają nieregularne krwawienia, nie mogą zajść w ciążę. Zawiniły pigułki antykoncepcyjne? Nie, ale mogły zamaskować kłopoty z płodnością, np. z powodu zaburzeń hormonalnych. Po tabletkach cykle są regularne, miesiączki mało bolesne, niezbyt obfite. Wydaje się więc, że wszystko jest w porządku, a tymczasem może być potrzebne leczenie. Dlatego jeśli po zaprzestaniu antykoncepcji hormonalnej w ciągu 3 miesięcy nie pojawi się miesiączka lub też będzie nieregularna, należy zgłosić się do ginekologa. Pigułki antykoncepcyjne rzeczywiście maja swoje minusy. Wpływają na pracę całego organizmu. Obecność pewnych chorób wyklucza więc ich stosowanie (np. zakrzepica, choroba niedokrwienna serca, niewydolność wątroby). Nieznacznie zwiększają ryzyko raka piersi, ale jednocześnie zmniejszają prawdopodobieństwo nowotworu jajnika i trzonu macicy. Mogą powodować nudności, bóle głowy, zmniejszać apetyt na seks. Z drugiej zaś strony są skuteczną metodą zapobiegania ciąży, łagodzą dolegliwości związane z miesiączką i napięciem przedmiesiączkowym, poprawiają wygląd cery." – B. Sterlińska, naj magazyn

Rzetelna wiedza w moim mniemaniu jest pozbawiona oceny, w tym moralnej, z racji tego, iż do zajęć takich mają prawo zarówno wierzący, jak i niewierzący, katolicy i protestanci. Innymi słowy również grupy społeczne mniejsze niż dominująca. Można przekazywać, jak podchodzą do tego katolicy, jak protestanci, czy inne grupy. Wybór właściwej drogi,  powinien jednak być pozostawiony jednostce, nie może być narzucany.

Nie ma jednej drogi…

Małżeństwo i seksualność w Kościele katolickim

  • 22 lutego 2011 8:53 pm

Procreatio – jest najważniejszym celem małżeństwa wg Kościoła katolickiego, celem pierwszorzędnym. Mutuum adiotorium i remedium concupiscentiae, sa celami drugorzędnymi, aczkolwiek muszą współdziałać wzajemnie. Procreatio oznacza zrodzenie i wychowanie potomstwa. Mutuum adiotorium – wzajemna pomoc, oraz remedium concupiscentiae – uśmierzanie pożądliwości. Gdzie w tym wszystkim jest miłość? O ile Kościół neguje wszelkie sztuczne środki regulacji poczęć, to dopuszcza naturalne. Z naciskiem na dopuszcza.

"Jeśli więc istnieją słuszne powody dla wprowadzenia przerw między kolejnymi urodzeniami dzieci, wynikające bądź z warunków fizycznych czy psychicznych małżonków, bądź z okoliczności zewnętrznych, Kościół naucza, że wolno wówczas małżonkom uwzględniać naturalną cykliczność właściwą funkcjom rozrodczym i podejmować stosunki małżeńskie tylko w okresach niepłodności, regulując w ten sposób ilość poczęć, bez łamania zasad moralnych" - Humanae Vitae 16

Paweł VI w encyklice Humanae Vitae uznał za moralnie złą antykoncepcję, mającą na celu uniemożliwienie poczęcia nowego życia (n. 15-16), bowiem najważniejsze jest płodzić, płodzić i jeszcze raz płodzić. To nic, że wiele rodzin wielodzietnych żyje na skraju ubóstwa. To nic, że wiele dzieci umiera z głodu. To nic, że jest wiele dzieci poczętych w wyniku gwałtu, lub niechcianych, które nigdy nie zaznały miłości w ramionach matki. To nic, że….. Płodźcie się i rozmnażajcie a dobry Bóg was nakarmi i przyodzieje. Kiedy po uprzednim stosowaniu naturalnych metod, na świat przyszło moje trzecie dziecko, powiedziałam: Dość! Ja nie jestem rozpłodową klaczą! To urąga mojej godności! I to, że kocham to dziecko nad życie nie ma tu nic do rzeczy. Lekarz wytłumaczył mi wtedy, że procent pewności tej metody znacznie spada przy moich problemach zdrowotnych. Dla dobra rodziny lepiej mieć rozum i przyznać, że jestem tylko człowiekiem, który popełnia błędy. Sam fakt, że mając problemy zdrowotne i zaburzenia w cyklu, pomylę się w obliczeniach, źle zinterpretuję, zwyczajnie popełnię błąd, działa na mnie deprymująco. Taki błąd może nas dużo kosztować. Nie lubię rosyjskiej ruletki a watykańskiej to już w ogóle. Nie twierdzę, że pigułki, wkładki itd. nie mają ujemnego wpływu na kobietę. Mają, sama nie mogę ich stosować ze względów zdrowotnych. Wiele kobiet jednak może stosować antykoncepcję i nie mają żadnych problemów w związku z tym. Nie każda antykoncepcja jest dla każdej kobiety, ale jej nie neguję. Zawsze zostaje przecież prezerwatywa, która nie ma skutków ubocznych, bowiem dla uczulonych na lateks są prezerwatywy nielateksowe, np poliuretanowe. Spotkałam w internecie również prezerwatywy dla kobiet ;)

"Metoda NPR jest dla nie podróżujących, nie przeżywających stresów, nie chorujących, z układem hormonalnym zsynchronizowanym jak amerykański zegar atomowy, nieczułych na zmiany klimatu i temperatury" - celny opis na forum onetu osoby o nicku Haletha.

Powodzenia wszystkim stosującym :)

Z ukochanym człowiekiem jestem dlatego, że go kocham, a nie ze względu na masową produkcję. Nie widzę absolutnie nic złego w uprawianiu seksu odrzucając pierwszy i naczelny cel małżeństwa, czyli prokreację. Jestem odpowiedzialna inaczej. Seks nie jest dla mnie najważniejszy, nie jestem erotomanką, ani żadnym zbereźnikiem. Moja miłość do męża nie traci przy tym na wartości.

"Odrzucić również należy wszelkie działanie, które — bądź to w przewidywaniu zbliżenia małżeńskiego, bądź podczas jego spełniania, czy w rozwoju jego naturalnych skutków — miałoby za cel uniemożliwienie poczęcia lub prowadziłoby do tego" – Humanae Vitae 14.

Nie chcesz mieć dzieci? Nie uprawiasz seksu. Proste? Powiedzcie kobiety to swoim mężom i wbijcie sobie to same do główek. Zero seksu….A jeśli masz ku temu słuszne powody, by nie chcieć dziecka, zostają metody NPR i współżycie w czasie niepłodnym. Za pomyłki i wszelkie błędy Kościół nie odpowiada. Reklamacji nie uznaje. Dzieci twoich utrzymywać nie zamierza (bywa że swoich ma dość).

Jedną z wielu przeszkód uniemożliwiającą zawarcie małżeństwa i powodującą jego nieważność jest niemoc płciowa. Niemoc płciowa czyli impotencja – oznaczajaca niezdolność do odbycia aktu współżycia (niepłodność jest niezdolnością do zapłodnienia oraz poczęcia i nie powoduje nieważności).


§ 1. "Niezdolność dokonania stosunku małżeńskiego uprzednia i trwała, czy to ze strony mężczyzny czy kobiety, czy to absolutna czy względna, czyni małżeństwo nieważnym z samej jego natury" – Kan. 1084 -

Niemoc:

  • uprzednia- to taka, która zaistniała już przed ślubem.
  • trwała, czyli w zasadzie nieuleczalna.
  • absolutna (bezwględna) – niezdolność całkowita kobiety lub mężczyzny.
  • względna – odnosząca się do niemożności współżycia z konkretną osobą.

Jakiekolwiek braki anatomiczne, wady lub nieprawidłowości, braki popędu i stany psychiczne: lęki czy nerwice są podstawą, by ślubu nie udzielić bądź małżeństwo unieważnić. Na nic prośby i groźby, że my się przecież kochamy. Ale jakby kto pytał, to w miłości seks nie jest najważniejszy. Sprzeciw wobec antykoncepcji, czy innych zakazów jak masturbacja, in vitro, Kościół odwołuje do natury. Wszystko co jest sprzeczne z naturą jest złe, jest grzechem. Masturbacja jest grzechem śmiertelnym, ponieważ marnuje się nasienie a przecież sperma jest zaczątkiem nowego życia. Nie wolno go marnować. Poza tym prowadzi często do licznych problemów, fizycznych i psychicznych. Szukając informacji na ten temat absolutnie wszędzie znajdowałam grzmiący głos Kościoła, że to grzech śmiertelny, że nie wolno itd. Młody człowiek, nieukrztałtowany jeszcze, który dowiaduje się takich rzeczy, a przy spowiedzi czasem nawet zostaje zmieszany z błotem, to czy może on nie mieć problemów psychicznych?! Za problemami psychicznymi idą fizyczne. To jest zupełnie naturalne. Tak samo naturalne jest zachowanie się młodego człowieka, który zaczyna odczuwać swoją cielesność. Nie radzi sobie z tym, ale to również jest naturalne. Zanim się nauczy, minie jakiś czas, a my rodzice musimy mu w tym pomóc. Pomyślmy…..gdyby taki człowiek dorastał w przekonaniu, że to nic złego, że to normalne, bez mądrych nauk Kościoła, myślicie, że byłaby istotna różnica? Ja myślę, że tak. Jestem o tym przekonana. Zakazany owoc zawsze smakuje inaczej…… Zamiast zakazywać i grzmieć jakie to złe, należy moim zdaniem mówić, iż to zupełnie naturalne, że młody człowiek zaczyna odczuwać pożądanie. Rozmawiać z nim, tłumaczyć…. Skutki nie będą wtedy tak opłakane. Niestety w katolickich rodzinach takie tematy są ciągle jeszcze tematami tabu. Czy wywoływanie w człowieku poczucia winy to dobra metoda edukacji? W ogóle jakiekolwiek zakazy to moim zdaniem nic dobrego. Zamiast  wprowadzać zakazy, lepiej rozmawiać i uczyć samodzielnego myślenia, samodzielnych wyborów i ponoszenia konsekwencji.

"Wolność twojej pięści musi być ograniczona bliskością mojego nosa" - zasada libertarianizmu, jakże mi bliska.