Wychodząc z cienia

"Idź wyprostowany wśród tych co na kolanach" Zbigniew Herbert
You are currently browsing all posts tagged with krytyka


Bariery komunikacyjne

  • 30 czerwca 2011 2:22 pm

Człowiek jest istotą społeczną, podobnie jak zwierzęta, dobierającą się w grupy, tzw stada oraz umiejącą się porozumiewać. Stworzeniem stadnym – w wiekszym bądź mniejszym stopniu, jednakowoż nie mogącym żyć w całkowitym odosobnieniu przez długi czas. Ma to związek z ewolucją. Nie byłoby nas dzisiaj zapewne, gdyby nie łączenie się w grupy. Wydaje się, że komunikacja międzyludzka w obecnym czasie wspięła się na szczyty. To nas różni od zwierząt, że mamy tę możliwość porozumienia na znacznie wyższym poziomie. To jedynie teoria, która nie zawsze idzie w parze z praktyką.

Często chcemy się z kimś porozumieć, ale nie wiemy w jaki sposób, czasem tych chęci zwyczajnie brak. Bariery, które się w codziennym życiu pojawiają między ludźmi wynikają z faktu, iż odbiorca nie zawsze rozumie przekaz nadawcy. Różnica poglądów odgrywa tu niebagatelną rolę. Zapewne ta różnica jest kluczową barierą pomiędzy nami (mną i Pawłem), a tymi, którzy nie potrafią pogodzić się z naszym wyborem i naszymi poglądami. 

Osąd jest jedną z takich przeszkód utrudniających lub uniemożliwiających komunikację. Osąd – czyli opinia, zdanie na jakiś temat, w tym również krytyka; analiza oraz surowa i negatywna ocena czegoś lub czyjegoś zachowania (nigdy osoby).

Mój blog jest krytyką religii, mam nadzieję, że merytoryczną. Jeśli więc ocenianie jest tożsame z krytyką, automatycznie tworzę barierę dla tych, którzy myślą inaczej niż ja, dla wszystkich wierzących. Pewnie tak jest. Każdy człowiek ma swoje zdanie na jakiś temat i prawdopodobieństwo, że będziemy się ze sobą niezgadzać jest ogromne. Wyrażenie własnego, zdania, choćby nawet odmiennego, jest przejawem asertywności. Nie ma w tym nic zlego. Czy to jest czynnikiem utrudniającym komunikację?  Utrudniającym w niewielkim stopniu zapewne tak, ale być może jedynie dla tych, którzy widzą tylko swój punkt widzenia i niedopuszczają innego. Zdaję sobie sprawę z tego, że mnie osobiście nie jest trudno wejść w punkt widzenia osób wierzących, bo sama kiedyś wierząca byłam i łatwiej mi zrozumieć, a żadna z osób, z którymi mam styczność, nie stała nigdy w tym miejscu, co ja. Nie usprawiedliwia to jednak wszystkiego.

Podobno nawet logika jest barierą w komunikacji. Lista jest długa. Mam wrażenie, że komunikacja według tych wszystkich teorii jest tak skomplikowanym procesem, że mało prawdopobnym, wręcz niemożliwym. Podobno nie można chwalić, bowiem pochwała jest często wykorzystywana jako sztuczka mająca na celu skłonienie ludzi do zmiany zachowania. Emocje moje jako nadawcy, mogą wpływać na odbiór komunikatu przez odbiorcę. To nie znaczy przecież, że mamy z kimś rozmawiać bez żadnego zaangażowania, wystarczy nie narzucać ich swojemu rozmówcy. Oczywiście mówię tu cały czas o zwykłej rozmowie, a nie o marketingu i innych sposobach manipulacji, jak na przykład NLP.

Osądzanie natomiast, jako dostrzeganie jedynie własnego punktu widzenia i uznawanie tylko swoich racji, zmienia postać rzeczy.

Zdaję sobie sprawę z istnienia takich czynników, które nam, jako niewierzącym znaczenie utrudniają porozumienie z wierzącymi. W moim życiu są takie osoby, z którymi jakakolwiek komunikacja wydaje się być niemożliwa, a to z tej prostej przyczyny, że ja już jej nie chcę. Właściwy odbiór informacji przekazywanych przez nadawcę nie nastąpił w zasadzie nigdy, więc w nadawcy z czasem wygasła jakakolwiek chęć jej podejmowania.

Nie walczę z religią

  • 3 maja 2011 12:14 pm

Długo zastanawiałam się nad słowem ANTYRELIGIJNY. Nie znalazłam żadnej satysfakcjonującej mnie definicji na ten temat.  Szczerze mówiąc, do niedawna to słowo miało pozytywny oddźwięk. Wydawało mi się, iż moja strona również ma charakter antyreligijny. Czy krytyka katolicyzmu czyni mnie już osobą antyreligijną? Ja krytykuję, lecz nie walczę z religią, a takie niestety spostrzeżenia wyniosłam z błądzenia po internecie za tym słowem. Poniekąd może to być jakaś forma walki z religią. Kto nie jest z nami jest przeciw nam. Ilu wierzących tak właśnie rozumuje. Nie chcę tak. Wbrew pozorom, wcale nie jestem przeciw religii, a jedynie przeciw jej dominacjii.  Postuluję jedynie rozdział kościoła od państwa. Zawsze uważałam, że każdy ma prawo wyboru. Nic się w tej kwestii nie zmieniło. Żyjmy wszyscy obok siebie, ale nie narzucajmy innym swojego sposobu życia. To, że piszę ten blog, nie jest próbą narzucenia, czy przekonania, a jedynie odpowiedzią na dominację.

Wczoraj spotkałam się z zarzutem, że niewierzący zapominają, iż obok nich żyją ludzie wierzący…. Co za nonsens!! Nie jesteśmy w stanie o tym zapomnieć, choćbyśmy bardzo tego chcieli!! Zewsząd jesteśmy przytłoczeni katolicyzmem. Niby Konstytucja gwarantuje neutralność światopoglądową i świeckość państwa, ale rzeczywistość ma się nijak do tego. Kościół  katolicki wchodzi w politykę. Kościół katolicki wpływa na decyzje dotyczące państwa i na sposób rządzenia. Kościół katolicki chce być i jest wszędzie. A przecież państwo to też ja, to również niewierzący, czy innowiercy.  Żadnej dominacji i w żadnym wydaniu! Jedynie katolicy na każdym kroku przypominają, że wierzących jest 90% ludności. Po co te sprzeczki o procenty? Nie jest ważne ile was, czy nas jest. Ważne jest to, że jesteśmy. Skąd się bierze u katolików ta potrzeba dominacji? Czy tylko dlatego niewierzący są źli, bo nie pozwalają zepchnąć się w ciemny kąt, bo korzystają z należnych im praw i wreszcie bo katolików jest więcej? Ilość nie zawsze idzie w parze z jakością.

Napisałam już, że nie walczę z religią, bo walka łączy się w jakiś sposób z agresją, czasem niewerbalną, niejawną, ale agresją. Bardzo się staram, by w moim przypadku tak właśnie nie było, aczkolwiek są tacy, którzy już samą krytykę odbierają jako agresję. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie mamy żadnego wpływu na odbiór treści przez nas ujawnianych. Sama czasem czytuję inne blogi o podobnej tematyce i odbiór jest różny, a może jest to tylko mój odbiór i mogę wcale nie mieć racji. Wysoki page rank, dobre pozycjonowanie, wielu komentujących, bogata treść i…. naskakiwanie na katolików, czy nawet specjalne zasady i wytyczne dla katolików właśnie, rzucające się w oczy zaraz przy wejściu, co im wolno, a czego nie. Strach się odezwać, strach skrytykować, by nie zostać zlinczowanym. Ale to tylko mój subiektywny odbiór… Może co do antyreligijności również się mylę.

Czy to agresja tak ludzi przyciąga? Czy to jest sekret dobrego pozycjonowania? Walka? Nigdy mi nie zależało na wysokiej pozycji i zapewne jej nigdy nie osiągnę, bo nie potrafię stosować takich metod. A z tym jest jak z NLP. Sprytna manipulacja, specjalne techniki, stosowane po to, by przyciągnąć czytających. Mój wrodzony sceptycym oczywiście dochodzi do głosu. Heh, zaczęłam od antyreligijności, a skończyłam na pozycjonowaniu. Jednak zaczęłam też od walki i na niej skończyłam.

Nie walczę z religią, dbam tylko o swoje prawa.