Święta dla niewierzących
Od wielu już lat okres Bożego Narodzenia był dla mnie najtrudniejszy w ciągu roku. Gdzieś tam głęboko w duszy, coś się we mnie buntowało. Zwyczajnie nie lubiłam tych świąt, drażniły mnie. Do dziś nie widzę żadnej przyjemności w urabianiu sobie rąk po pachy, potem w siedzeniu za stołem przez cały okres świąt i wielu innych rytualów. Nigdy nie przykładałam zbyt wielkiej wagi do tradycji. Przez te wszystkie lata płynęłam jednak z nurtem choinkowo – światecznych rytuałów. Nie bardzo wiedziałam, jak wybrnąć z tego i jak sprawić, by było inaczej. Ubierałam choinkę, sprzatałam, przygotowałam potrawy, bez żadnej radości. Świętowałam narodzenie Boga, w którego już dawno nie wierzyłam. Chodziłam do kościoła. Wysyłałam życzenia, choć nie lubiłam tego robić. Dostawać zresztą również
To jedno się do dziś nie zmieniło, pomimo, iż nie kryjemy się ze swoją niewiarą, ciągle dostajemy te życzenia, ludzie nadal życzą nam Wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Jakże mnie to drażniło. Dziś patrzę na to troszkę inaczej, poprostu o mnie pamiętają. I choć nie wysyłam już życzeń, odpowiadam na nie, dziękując za pamięć. Drażnią mnie jednak życzenia tzw. taśmowe, wszystkim z listy wysyłając te same gotowe wierszyki. Doceniam zawsze ciepłe słowo pisane indywidualnie dla mnie, od serca.
Nie zmieniałam nic, ze względu na dzieci, tak mi się wtedy wydawało. Zwyczajnie nie wiedziałam jak to zmienić. Mikołaj i inne bajki… Wtedy wydawało mi się, że dla ich dobra tak musi być. Ten rok był rokiem przełomowym. Odkryłam, że właśnie dla ich dobra muszę wiele zmienić. Dosyć hipokryzji, muszę pokazać dzieciom, że trzeba żyć w zgodzie ze sobą. Któż ich tego nauczy, jeśli nie my rodzice?! Jak długo mam zamiar karmić najdroższe mi osoby iluzją? Czy to im pomoże w życiu? Rozmowa na ten temat nie była wcale taka łatwa dla mnie, ale dla dziewczynek nie była aż tak trudna jak myślałam. Wytłumaczyłam im, iż Mikołajem jest każdy, kto robi prezent drugiej osobie, w tym wypadku, byli to rodzice, czyli my i że wróżki nie istnieją, a bajki są nieprawdziwe. To jest taka zabawa, bardzo fajna zabawa, jednak są już wystarczająco duże, by móc decydować, czy chcą się dalej bawić. Były bardzo zaciekawione, jak to robiliśmy, że nikogo w domu nie było, a kiedy wracaliśmy, prezenty były pod choinką. Stopniowo uczymy ich, że nasza rodzina jest niewierząca, tłumaczymy, dlaczego nie chodzą na religię, na wszelkie pytania odpowiadamy. Moje dzieci nie boją się pytać, to jest ogromny plus. Ja byłam tego pozbawiona. Rozmowy z dorastającą córką o seksie są bardzo trudne, ale powoli zaczynają się pojawiać. Pierwsza poważna rozmowa o seksie z tatą. Jestem dumna. Ja nie miałam takiego kontaktu z własnym ojcem. To jest bardzo ważne, by córka jako młoda kobieta umiała zapytać również własnego tatę o wszystko. Takie rozmowy są bardziej trudne dla mnie, niż dla mojego dziecka, bo ja uczę je pytać i one się tego nie wstydzą. Mnie tego nikt nie nauczył i dla mnie jest to bardziej krępujące, bardzo się jednak staram tego nie okazywać.
Czym dla mnie jest czas świąt? Czasem wolnym od pracy, spędzonym z rodziną. W ciągu roku nie mamy zbyt wiele okazji na odwiedziny, więc ten czas jest właśnie po to. Nazwijmy to świętem więzi rodzinnych. Bez pośpiechu, po raz pierwszy bez negatywnych odczuć, po swojemu. Już od poprzedniego roku nie przyjmujemy kolędników, nie gotujemy 12 potraw wigilijnych, a tylko to, na co mamy ochotę, nie śpiewamy kolęd, nie przyjmujemy księdza. W tym roku mam nadzieję również nie ubierać choinki. Nadzieję, dlatego, iż mnie ona nie jest potrzebna, ani nie sprawia mi radości, ale być może dzieci jednak zdecydują coś małego własnoręcznie ustroić. Nie mamy nic przeciwko kreatywności. Nie obchodzimy święta narodzenia, ale szanujemy tych, którzy go obchodzą. Powolutku zmieniamy swoje życie. Chcemy ten czas spędzić zupełnie po świecku i mamy nadzieję, że kiedyś nam się to uda, że kiedyś dopracujemy wszystkie szczegóły. I jesteśmy szczęśliwi, dopiero teraz naprawdę szczęśliwi. Prawda jest taka, iż każdy niewierzący ma być może na ten temat inne zdanie. Niektórzy lubią choinkę, lubią życzyć sobie to i owo, lubią to zamieszanie świąteczne i nie ma to dla nich nic wspólnego z narodzeniem Jezusa. Sa też tacy, którzy nie przepadają za świętami, choinką, życzeniami i szopką. Każdy ma do tego prawo i każdy może ten czas spędzać jak chce.



witam
długo nie pisałaś, zagladam tu codziennie, ale mialam co czytać, cale archiwum, czytam po parę razy układam wszystko w głowie, ja mam dzieci już dorosłe i żałuję tylko jednego, że nie biłam się o nie w szkole, kiedy wysiadywały na pustym korytarzu, podczas lekcji religii, przeżyły to, ja też, ale teraz bym tak łatwo nie odpuściła, domagałabym sie tego co im sie należało i co państwo obiecywało, lekcje etyki czy cokolwiek innego, ale to chyba właśnie o to chodziło, żeby im pokazać jakie sa samotne i inne
jak planujesz świeta, dowiedziałam sie ża we francji jest to świeto czekolady i bardzo mi sie to spodobało, beda tradycyjne potrawy, ale przede wszystkim kwiaty i czekolada, tortczekoladowy, mus czekoladowy itp i rodzinne spotkanie zwyczajne
paaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
Witaj Wando. Wychodzę z założenia, że nieważna jest ilość, lecz jakość. Poza tym, brak nowego wpisu nie zawsze oznacza brak pracy, ponieważ lubię wracać do starych tekstów, poprawiać, dopisywać. Niektóre moje teksty odżywają na nowo. Dużym ograniczeniem jest brak czasu. Tu przy okazji odpowiem tym, którzy mówili mi, że jako gospodyni domowa nie mam co robić. Nic, tylko leżeć i pachnieć, prawda?
Odwiedzę dawno nie widzianą rodzinę, następnego dnia mam nadzieję odpocząć. U nas każde święta „obchodzimy” dwa razy, ze względu na dominujące prawosławie. Dzieci mają czas wolny od szkoły na katolickie święta i na prawosławną Wielkanoc. Ku uciesze dzieci nazbierało się im wolnego prawie 2 tyg, więc wypoczywamy:)
Jeśli chodzi o religię, obecnie moje dziewczyny nie przesiadują na korytarzu. Są w tym czasie w bibliotece lub świetlicy z bardzo fajną Panią i zdaje się, że świetnie się bawią, spędzają czas kreatywnie. Nie są pozostawione same sobie. Z etyką jest bardzo podobny problem jak z religią. Mało jest nauczycieli tego przedmiotu, którzy podejdą do tematu w świecki sposób, dlatego na chwilę obecną, sceptycznie do tego podchodzę. Gdyby sytuacja się zmieniła, będę oczywiście za etyką.
Co do świąt, nie spędzam ich jakoś specjalnie, same zejdą
witam
wszędzie dobrze gdzie nas nie ma, już dawno wiem że to nieprawda, przynajmniej moim zdaniem, dziś wiem, że najważniejsze jest to co jest właśnie tu i właśnie teraz,już nie tęskono mi do miejsc i czasu gdzie mnie nie ma, śkupaim się na na każdej możliwej chwili, gdziekolwiek jestem. Przestałam w pracy mysleć o domu, a w domu o pracy. Przeczytałam książkę pod tytułem ,, Tu i Teraz,, i wiele się z niej nauczyłam, szkoda tylko że tak pózno, ale właściwie to dobrze że ją wogóle przeczytałam. Całe życie za czymś goniłam, śpieszyłam się, żeby ze wszystkim zdążyc, a teraz nie i jest mi z tym bardzo dobrze. Nagle się okazało ze jak nie ma jeden dzień obiadu to sie swiat nie zawali, a ja nie muszę mieć wyrzutów sumienia i mogę spokojnie pomyśleć co ugotować na dzień następny, Jestem starą gospodynia i kiedys to było nie do pomyślenia, od razu myślałamże jestem złą matką i żoną, teraz mam o sobie lepsze mniemanie i bardzo si e z tego cieszę, pozdrawiam wanda
Na myśl aż cisną mi się znane powiedzenia, że „mądrość przychodzi z wiekiem” oraz „lepiej późno, niż wcale”. Jeśli chodzi o pierwsze powiedzenie, trzeba się cieszyć, że w ogóle przychodzi, bo bywa i tak, że wiek przychodzi sam.
Czasem też sama zadawałam sobie pytanie: Dlaczego tak późno? W głębi duszy wiem jednak, że przychodzi wtedy, kiedy jestem na to gotowa.
z zaciekawieniem przeczytałam ten tekst, jakbyś siedziała u mnie w środku, jestem dokładnie w takiej samej sytuacji, nie bardzo mam z kim porozmawiać, a właściwie nikogo to nie interesuje, jestem zdeklarowana ateistką, ale nigdzie się z tym nie obnoszę, w pracy wiedza, w domu wiedza, ale temat wraca jak bumerang, moze dlatego ze zyje w kraju katolickim, moze lepiej by mi było np w czechach paaaaaaaaa
Witam serdecznie. Osobiście również nie poruszam tematu ateizmu wśród rodziny, w zasadzie nawet wśród większości znajomych. Staram się unikać tego tematu, aby nie psuć atmosfery. Takie dyskusje bywają często naładowane zbyt silnymi emocjami, które nikomu nie służą. Na pytania odpowiadam zawsze, jednak staram się krótko, zwięźle i na temat, bez wchodzenia w dyskusję. Pytań o światopogląd było więcej na początku, obecnie zanikają. Czasem miałam wrażenie jednak, że te pytania były zadawane, ale nikt na nie chyba nie oczekiwał odpowiedzi, przynajmniej nie takiej, jaką dostawali. Ludzie czasem pytają, bez zastanowienia się, czy na pewno chcą poznać odpowiedź, wiedząc, że może być ona dla nich zupełnie nie do przyjęcia.
Mam ten komfort, że w moim domu, z mężem i dziećmi, te tematy nie stanowią żadnego problemu, jednak nie Ty jedna masz taki problem. W dzisiejszych czasach bardzo trudno jest znaleźć rozmówcę, który nie będzie mówił wyłącznie o sobie i poza tym, że słyszy, to jeszcze prawdziwie wysłucha. U mnie jest taki problem, że zwykle wysłuchuję, znacznie rzadziej jestem wysłuchana. Z tego właśnie powodu poszukiwania równowagi w życiu skończyły się na moim blogu.
Mówią, że „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. Obawiam się, że to nieprawda.
Jeśli chodzi o rozmowę, to zapraszam. Mogę podać maila.
witam
http://filozofia-egzystencji.blogspot.com/2009/12/hipokryzja-swiateczna-czyli-dlaczego.html
Zerknij na to, ten tekst napisałam na moim blogu rok temu. Może myslimy o tym samym?