Mniejsza o nazwy
Lubię czytać racjonalistę. Wiele się z ich tekstów dowiedziałam. To jeszcze nie oznacza, że jestem racjonalistką. Nie znaczy też, że nie jestem. Jestem osobą wolną i mającą wybór. Nie chcę być szufladkowana. Nie agnostyk, nie racjonalistka, nie ateistka. Jestem osobą niewierzącą w jakiegokolwiek boga, czy to katolickiego, czy innego. Czytam również Biblię, ale chrześcijaninem nie jestem. Ba, nawet bajki czytam, a już stara krowa jestem. Wiem, iż jestem na tej właściwej ścieżce życia, ale jestem na niej stosunkowo krótko. Moja wiedza jest jeszcze zbyt mała, by postawić kropkę nad "i". Czytam wszystko, słucham każdego. Z pośród dostepnych opcji wybieram te, które uważam za słuszne. Rozumu używam. Twardo stąpam po ziemi. Realnie patrzę na otaczającą mnie rzeczywistość i nie biorę nic na wiarę. Owszem, jestem przeciw Kościołowi katolickiemu, ale bardzo się staram, by z mojej niewiary, nie czynić kolejnej ideologii, fanatycznej ideologii. Dlaczego nie jestem przeciwna ewangelikom , prawosławnym, czy innym wyznaniom? To proste, oni mi się nie narzucają. Jestem przeciw i oczywiście będę bronić swojego zdania, ale bez doczepiania do tego konkretnej ideologii. Każdy zdrowy na umyśle człowiek broni swojego zdania i szuka argumentów na jego podparcie. To nie jest fanatyzm! Fanatyzmem jest pogwałcenie wszelkich norm społecznych a nie obrona własnego światopoglądu. Fanatyzm jako oddanie się jakiejś idei, ma moim zdaniem swój pozytywny wydźwięk, jeśli nie znaczy to "po trupach do celu". Czujesz się atakowany zewsząd ideologią, która Ci zupełnie nie odpowiada? Bronisz się więc. Co w tym dziwnego? Byle bez agresji i fizycznej przemocy.
Bezmyślni nigdy nie popełniają błędów w myśleniu – Jacek Wejroch



Chyba każde szufladkowanie drażni. Nie powinno się nikogo szufladkować, ale ludzie są ludźmi, więc popełniają błędy, najważniejsze to umieć się do nich przyznawać. Szufladkowanie, jak piszesz, pozwala innym na zorientowanie się w czyimś światopoglądzie, a niekoniecznie musi być aprobowane przez tego, kto jest szufladkowany czy się szufladkuje sam siebie, dla sobie znanych celów. Zgadzam się ogólnie z Twoim tokiem myślenia, ale i w nim wiele zbędnych emocji można wyczytać: gościówa, pojechała, łysa kobyła – zastosowałaś potoczne frazeologizmy nieadekwatne do notabene dobrego tematu, a warto byłoby go rozwinąć w obiektywniejszym świetle w celu ukazania głębszych jego wartości. Możesz się z kimś nie zgadzać, ale czy krytyka ta jest bez emocji i wytykania czyjejś ideologii? Każda forma skrajnego światopoglądu może być fanatyczna i także grozi szufladkowaniem. Nigdy nie wiemy czy mamy dostateczną rację, bo dlaczego, w jakim celu? Gdybyśmy byli doskonali, do czego wtedy mielibyśmy dążyć? Poza tym, z tego co mi wiadomo, emocje nie zawsze są negatywne, nawet te negatywne bywają przyczyną tworzenia wielkich dzieł. Warto się nad tym zastanowić.
Nie dążę do doskonałości, mój blog również. Stare i nowe posty stanowią „drogę jaką przebyłam” i swoje zadanie spełniają. Ma pokazywać zmiany zachodzące etapami. Osobiście znam wiele blogów, w których można się doszukać błędów, a które cenię bardziej od innego, choćby najbardziej poprawnego tekstu. Przypominam, że nie jest to strona autorska. Powaga w nadmiarze jest szkodliwa, dążenie do ideału również. Na stronach autorskich, publicystycznych i profesjonalnych, kolokwializmy i frazeologizmy może nie są mile widziane w nadmiarze, ale nie są zabronione. Encyklopedia musi być ich pozbawiona, a to jest jedynie blog osoby, która do profesjonalizmu nawet nie aspiruje. Posłużę się więc jednym ze znanych kolokwializmów; wyluzuj Aniu