Wychodząc z cienia

"Idź wyprostowany wśród tych co na kolanach" Zbigniew Herbert


Zimowa refleksja

  • 7 lutego 2012 8:10 pm

Niektórzy pytają się mnie, czy nie żałuję teraz swojej decyzji o przeprowadzce. Teraz, kiedy woda w rurach czasem zamarza, kiedy mąż musi zabrać mi samochód, bo jego nie odpalił, zostając poniekąd odcięta od świata, bez możliwości dostania się do miasta. Bez rodziny, z dala od wszystkich swoich znajomych i przyjaciół. Błędne myślenie. Tak naprawdę da się żyć, będąc jednocześnie szczęśliwym. Po raz pierwszy czuję, że jestem we właściwym miejscu.
Czytaj dalej...

Każdy, zawsze i ciągle?

  • 22 stycznia 2012 5:16 pm

Na często odwiedzanym przeze mnie blogu "Jak niewierząca z wierzącym", znalazłam link do ciekawego artykułu, którym również postanowiłam się podzielić.  "JAK KOŚCIÓŁ SZERZY NIENAWIŚĆ DO ATEISTÓW" – Attonn. Czytaj dalej...

Mniej znaczy więcej

  • 6 stycznia 2012 2:24 pm

Odkąd sięgam pamięcią, zawsze wiedziałam, że jestem inna, jakbym nie pasowała do tego świata. Próbując się dostosować, traciłam swoje "ja", oddalałam się od samej siebie. Próbowałam dopasować się do wymagań mi stawianych przez otoczenie, rodzinę, znajomych. Doszukiwałam się zawiłości w rzeczach bardzo prostych. Miało to wpływ również na moje stosunki z drugim człowiekiem, maksymalnie je komplikowałam. Za bardzo szukałam wciąż akceptacji i byłam drażliwa na krytykę. W rezultacie czułam, że ludzie wciąż mnie ranią i coraz mniej im ufałam. Zastanawiało mnie dlaczego nie mogę iść jak wszyscy, w danym kierunku. Dlaczego mnie zawsze ciągnęło gdzieś w inną stronę? Dlaczego to mnie ranią? Oczywiście uważałam tę stronę mojej osobowości za negatywną, co wpędzało mnie w depresję. Dopiero po wielu latach zrozumiałam, że ta "inność" może być moją zaletą. Potem przyszło zrozumienie istoty komunikacji międzyludzkiej i stosunek do ludzi zaczął się zmieniać. Pojęłam wreszcie, że jedyną osoba, która mnie krzywdzi najbardziej, jestem JA SAMA. Pierwszy krok na mojej drodze był wielkim zaskoczeniem. Było mi niezwykle dobrze, tak swojsko. Przestałam patrzeć się na innych, a zaczęłam spoglądać głęboko w siebie. To, co tam widziałam zaczęło mi się podobać, bo po raz pierwszy zobaczyłam to swoimi, własnymi oczami. Wszystko stało się o wiele prostsze. Czytaj dalej...

Czy taki diabeł straszny jak go malują?

  • 1 grudnia 2011 11:46 am

Co czujesz, gdy elektrownia wyłączy prąd i zapada całkowita ciemność? Co czujesz, kiedy na parę godzin zabraknie telewizora, komputera i dostępu do elektronicznych zabawek umilających nam czas? W niczym niezakłóconej ciszy zaczynają pojawiać się pytania. Czy boisz się ich? Stajemy w prawdzie sami przed sobą, z własnymi problemami. Czy nie jest tak, że ta chęć włączenia pilota jest silniejsza, że próbujemy mimo wszystko zająć się czymś, oby tylko nuda nie zagnała nas w kozi róg z własnymi myślami? Mały książe miał rację, kiedy mówił, że jesteśmy odpowiedzialni za to, co oswoiliśmy. Najtrudniej jednak oswoić samego siebie. Kto tego nie uczyni, nawet w tłumie będzie samotny. Czytaj dalej...

Jeśli kiedyś zapadnie cisza….

  • 27 października 2011 6:39 pm

28 stycznia 2009 roku nagle i całkowicie straciłam słuch. Odzyskiwałam go przez pół roku. Zdawałam sobie sprawę z tego, że ten odzysk jest w promocji, która kiedyś może się skończyć. Godzę się z tym, że ta cisza znów może kiedyś zapaść, o czym zostałam dziś poinformowana. Nie boję się jej. Szczerze wątpię, bym zdecydowała się przejść tę drogę do świata dźwięków kolejny raz. Tamten pamiętny dzień był przełomowym momentem w moim życiu. Ta cisza, która zapadła była bardzo ważną lekcją, może nawet jedną z najważniejszych. Była pierwszym krokiem wyjścia z chaosu w jakim tkwiłam. Cieszę się, że tak się stało. Stanęłam w prawdzie przed sobą, nie mając żadnego wyboru. Musiałam zmierzyć się ze sobą. Najpierw był ogromny strach, który zamykał mnie na wszystko. Kiedy pogodziłam się z tym faktem, ta cisza okazała się po prostu cudowna. Miałam wrażenie jakbym tracąc słuch, prawdziwie zaczęła słyszeć. Cisza przyniosła nieznany mi spokój. Nigdy nie wyobrażałam sobie życia bez mojej muzyki, bez śpiewania. Żyłam bez niej długo i w zasadzie żyję do dziś. Świat ciszy był dla mnie cudownym ukojeniem i nadal jest, bo daje mi to, czego nigdy nie dał mi żaden dźwięk, choćby najpiękniejszy. Tego nie da się tak opisać, nie da…. To najlepsze doświadczenie jakie mogło mnie spotkać, choć bolesne bardzo.
Czytaj dalej...

Ateistka

  • 18 października 2011 6:40 pm

Na początku obranej drogi, określałam się jako agnostyk skłaniający się ku ateizmowi. Nie potrafiłam jednoznacznie określić, czy jestem agnostykiem, czy ateistą. Pomógł mi w tym czas zapewne i siedem "punktów krytycznych" Richarda Dawkinsa w "Bogu urojonym". Kategorie te rozwiały moje wszelkie wątpliwości, a może zwyczajnie dojrzałam do pewnych rzeczy. Mianowicie: Czytaj dalej...